Co i jak czyta styl S?

W czasach szumu informacyjnego i deficytu uwagi dotarcie z danym kontentem do czytelnika, na którym nam zależy, czyli np. potencjalnego klienta stało się szczególnie trudne. Wielu ludzi czuje się przebodźcowanych i z wielką uwagą  i ostrożnością selekcjonuje treści, którym poświęci swoją uwagę. Dlatego tak ważne jest tworzenie kontentu uwzględniającego potrzeby poszczególnych stylów.

Jakich treści poszukuje w internecie styl S?

S – styl najbardziej uSpołeczniony spośród wszystkich stylów DISC. Temu stylowi najbardziej zależy na szacunku i akceptacji innych. S szuka w internecie merytorycznych treści, ale nierzadko daje się ponieść tematom pobocznym i zboczy na treści o niskiej wartości – np. na  plotki.

Na styl S działają też tzw. clickbajty  – mocne, przyciągające uwagę tytuły artykułów, za którymi czai się najczęściej niskiej jakości treść. Rozczarowany taką treścią   S obiecuje sobie, ze już nigdy więcej na coś takiego się nie nabierze i… niestety, po jakimś czasie znów klika w clickbajt.

Słabością S bywa ich naiwność, na której żerują nie tylko bezduszni twórcy clickbajtów, ale też i realni internetowi oszuści. Wrażliwe i gotowe zawsze do pomocy S wzrusza się na przykład częstymi jeszcze niedawno w internecie zdjęciami maluszków pod kroplówkami i drążącymi rękami sam przelewał przez internet pieniądze na wsparcie dziecka,  które w rzeczywistości często nie istniało, a w ostateczności, jeśli nie miał wystarczająco  dużo własnych pieniędzy (S często ich nie ma albo żyje na styk od miesiąca do miesiąca) sharował wzruszający post lub zdjęcie, czyli udostępniał je na swoich profilach w social mediach lub wysyłała znajomych. Znana mi osoba o ekstremalnym wręcz natężeniu cech  S ma swój profil na facebooku złożony praktycznie z samych tego typu postów sharujących, czyli udostępniających cudze nieszczęścia.

Skąd się to bierze? S jest stylem bardzo wrażliwym i empatycznym. Jednocześnie nie jest to empatia zupełnie bezinteresowna – S pragnie w ten sposób pokazać jak dobrą, szlachetną, empatyczną i wrażliwą osobą jest. Dla S to bardzo ważne. S chce być postrzegane jako osoba dialogu, bezkonfliktowa, dobra i szlachetna. W konfliktach – także tych internetowych – albo w ogóle nie bierze udziału albo wypowiada się w sposób tak dyplomatyczny, że często trudno zrozumieć o co mu chodzi… 😉

S jest jednak bardzo dobrym odbiorcą internetowych treści. Lubi czytać, czyta dużo, często z wielu różnych dziedzin. To czytanie nie przekłada się bezpośrednio na jego decyzje zakupowe – S musi sobie każdą taką decyzję mocno przemyśleć. Kiedy już jednak tę decyzję podejmie, będzie jej bronił jak Kmicic Częstochowy .

S lubi czuć się zaopiekowany. Lubi mieć wrażenie, że autor treści specjalnie pochyla się nad jego problemem. W internecie będzie unikał treści nieprzyjemnych, kontrowersyjnych, przesadzonych, niewygodnych. Będzie również starał się trzymać się z dala od  treści zawierających przekleństwa oraz vlogerów ich używających. Oczywiście, S nigdy nie poinformuje autora takiego kontentu, że coś go razi, po prostu przestanie być jego odbiorcą.

S raczej regularnie będzie otwierał nadchodzące mailingi. Będzie również dawał lajki treściom, które uzna za tego warte, jednak w szafowaniu tymi internetowymi formami sympatii będzie dość oszczędny. Dlaczego? To trochę skomplikowane i wiąże się z inną cechą S.  Otóż styl ten bardzo lubi planowanie i przewidywanie. Lubi być przygotowany do nadchodzących wydarzeń. Oczywiście, nie wszystkie wydarzenia można przewidzieć, nie na wszystko mamy wpływ. S projektuje więc sobie własne scenariusze (najczęściej czarne) dotyczące przyszłego biegu wydarzeń. Np. wracając do pracy ze zwolnienia lekarskiego wyobraża sobie, że za chwilę szef wezwie go na rozmowę, podczas której wręczy mu wypowiedzenie, ponieważ przez tydzień był na zwolnieniu.

Myślą o tej wyimaginowanej rozmowie potrafi się zadręczać całą noc i iść do pracy niewyspany i w gorszej formie. Taka rozmowa oczywiście nie ma miejsca, więc S wymyśla sobie kolejny czarny scenariusz, tym razem dotyczący jego kiepskiego samopoczucia (nieprzespana noc) , które jego zdaniem na pewno nie umknęło uwadze szefa i w połączeniu ze wspomnianym już zwolnieniem lekarskim będzie stanowić przesłankę do zainicjowania przez szefa rozmowy, którą zakończy wręczeniem wypowiedzenia. I tak dalej, i tak dalej, S potrafi sam siebie zamęczyć psychicznie tego typu „przewidywaniami”. Nawet to, że scenariusze te się nie spełniają, nie stanowi dla S argumentu, by się nie martwić.

Ten mechanizm przekłada się również na zachowania S w internecie. Większość osób reprezentujących ten styl jest dość powściągliwa w swojej internetowej aktywności. Skromne S często nie  umieszczają w na swoich społecznościowych  profilach własnych treści oraz zdjęć, poprzestając na sharowaniu cudzych postów, często nie mają również własnego zdjęcia profilowego. Ponieważ nie znoszą być oceniane, nie chcą być kontrowersyjne  i praktycznie bardzo boją się negatywnych komentarzy w sieci, dość rzadko publikują posty reprezentujące jakieś ich określone stanowisko w danej sprawie. Często S w ogóle nie ma własnych profili społecznościowych. Jak tłumaczyła pewna mama typu S, która została mamą po raz pierwszy po czterdziestce, nie chce zakładać konta w mediach społecznościowych, bo musiałaby w nich zamieszczać zdjęcia swego dziecka i informacje ze swojego życia, a gdyby czegoś nie zamieściła, ktoś by się o to obraził (? też tego nie rozumiałam), a tak w ogóle jak zamieści zdjęcie swoje i dziecka, ktoś zaraz ją zapyta czy jest jego mamą czy babcią….

Jak to się ma do lajkowania postów? Otóż inny S poinformował swojego dobrego kolegę wprost, że nie będzie lajkował jego postów, ponieważ inni internauci zobaczą, że lajkuje on cały czas jego posty i na tej podstawie uznają, że lajkuje je po koleżeńsku, z sympatii, a nie dlatego, że są wartościowe….             Z punktu widzenia D i I takie myślenie zakrawa na paranoję. Ale dla S jest całkiem racjonalne.

S jest bardzo specyficznym stylem. Potrafi prowadzić bogate życie towarzyskie (jest bardzo miły, uprzejmy, mało mówi, dużo słucha, więc z reguły jest lubiany i często zapraszany na różne spotkania), ale często to życie towarzyskie to w istocie tak naprawdę „bycie towarzyskie”. S nie odmawia zaproszęń z prostej przyczyny – lęku, ze stanie się obiektem plotek i niemiłych komentarzy (co oni sobie pomyślą, co oni o mnie powiedzą). W rezultacie najwięcej S przeżywa w swojej głowie – to tam powstają scenariusze sytuacji, które zdaniem S potencjalnie mogłyby się wydarzyć, gdyby podjął określone działanie. Ponieważ jednak niosą one za sobą pewne ryzyko, w ogóle scenariusze te sąw większości czarne, S nie podejmuje żadnego działania licząc na to, ze w ten sposób całkowicie  wyeliminuje ze swojego życia ryzyko porażki czy stresujących zdarzeń. Niestety, życie tak nie działa….]

Szczytem szaleństwa S może być buszowanie w sklepie internetowym połączone z napełnianiem wirtualnego koszyka wymarzonymi produktami, a następnie, [rzed przejściem do opcji „płatność” znamienne „porzucenie koszyka” np. poprzez wyłączenie komputera….

Skupione na swoim wewnętrznym świecie S jak kania dżdżu łaknie opinii innych ludzi zanim sam podejmie decyzję zakupową. Opinie innych klientów są dla niego kluczowe w podejmowaiu decyzji o zakupie. Upewniając się co do jakości prodikty na podtswaie opinii innych tym samym , w swoim własnym mniemaniu, zapewnia sobie minimalizację ryzyka.